Do poczytania

Nie taka szkoła straszna … 

Początek roku szkolnego zawsze jest okazją do re­fleksji na temat szkoły, to zarówno dla rodzi­ców, jak i dla dzieci. Jak będzie, jacy nauczyciele będą uczyć nasze dziecko, czy so­bie poradzi, czy zostanie zaak­ceptowane przez grupę rówie­śników? Te i wiele innych myśli zaprząta głowy nasze i naszych pociech. O ile starsze dzieci wie­dzą już z grubsza, co je czeka, a i ich rodzice są przygotowani na zmagania się z systemem Edukacji, o tyle najmłodsze, pierwszaki, mają przed sobą zu­pełnie niezbadany teren, Przyj­rzyjmy się, zatem kłopotom i ra­dościom, które w nowej sytuacji spotykają nas i nasze dzieci.

Trudne momenty w życiu ucznia – Klasa I

Właściwie edukacja dzieci zaczy­na się już w zerówce, jednak często nauka na tym poziomie odbywa się jeszcze w przedszko­lu, w atmosferze zabawy, w zna­nym wcześniej dzieciom miej­scu. Pójście do „prawdziwej szkoły” to jedno z pierwszych poważnych doświadczeń dla świeżo upieczonych uczniów. I nie zawsze doświadczeniem najlepszym. Zamiana przed­szkola na klasy, ławki, szkolne korytarze może być dla 6-cio, 7-mio letniego dziecka szokiem. I ten szokmoże się wyrażać na różne, spo­soby: „Ja tam więcej nie pójdę” – mówi pierwszoklasista i od­mawia wyjścia z domu. Rodziceproszą, przekonują, wszak ist­nieje u nas obowiązek naucza­nia, ale cóż to znaczy dla sześciolatka, czy sied­miolatka? Nie wpadajmy w pa­nikę, spróbujmy jednak zrozu­mieć malucha.

Dziecko może być po prostu niedojrzałe.

Dzieci w tym wieku są jeszcze na różnym poziomie rozwoju. Nie zawsze bywa tak, że nasz syn jest tak samo bystry i chętny do nauki jak syn naszej sąsiadki. By­wa, że nasza pociecha wciąż po­zostaje na etapie zabawy, bar­dziej pasjonuje ją jeżdżenie sa­mochodami po dywanie i ukła­danie lalek do snu niż pisanie li­terek, zwłaszcza, że może jeszcze kompletnie nie rozumieć idei te­go pisania. Po co również uczyć się czytać, skoro czyta mama al­bo tata, a bajki, które tak niecie­kawie wyglądają na papierze, o wiele lepiej prezentują się na ekranie telewizora?

Kłopoty się zaczną, jeśli do takiej po­stawy dojdą jeszcze problemy z łączeniem literek w sylaby, słowa i zdania. Pierwsze niepo­wodzenia są w stanie skutecz­nie zniechęcić sześcio- czy siedmiolatka do czytania i pisania, które będą mu się kojarzyły wyłącznie nie­przyjemnie.

Ze szkołą można być „za pan brat”.

Na takie trudności dziecko może reagować na kilka sposobów. Może to być na przykład całko­wita odmowa wyjścia z domu. By temu zapobiec, należałoby już wcześniej przygotować teren. Sprawdzić, czy do klasy naszego dziecka idą też jego koledzy i ko­leżanki z przedszkola lub po­dwórka – w ich towarzystwie bę­dzie się czuło pewniej i szkoła może mu się zacząć dobrze koja­rzyć chociażby na płaszczyźnie towarzyskiej. Ważne jest, aby dziecku wychowywanemu do tej pory w przedszkolu pokazać, jak jego przyszła szkoła wygląda. Przed zakończeniem roku szkol­nego w wielu szkołach organizo­wane są spotkania dla rodziców przyszłych pierwszaków i dla sa­mych dzieci. Warto się na takie spotkanie z dzieckiem wybrać. Ma wówczas szansę zobaczyć klasę, poznać przyszłą panią oraz inne dzieci i już na począt­ku roku szkolnego wejść w środowisko, które nie jest już tak nieznane.

Warto również opo­wiadać dziecku o swo­jej szkole, podzielić się wspomnienia­mi, po­prosić star­sze kole­żanki i kole­gów, inne dzieci o przedstawienie szkoły w możliwie naj­korzystniejszym świetle, pokazać fil­my, na których szko­ła zaprezentowana jest w sposób zachęca­jący. To wszystko mo­żemy jednak zrobić, zanim się zacznie proces edukacji, gdymając dziecko wraż­liwe, niespokojne, niechętne do więk­szego wysiłku i bar­dzo dziecinne, prze­widujemy tego rodzajukłopoty.

Czasem pomoc potrzebna jest od zaraz.

Co jednak zrobić, gdy już na początku I klasy zaczynają się proble­my? By nasz mały uczeń poczuł się raź­niej, można (za przyzwoleniem pani) pójść z nim na kilka pierwszych lekcji i usiąść w ostatniej ławce, dodając mu w ten spo­sób otu­chy.

Można też pozwolić dziecku na zabranie do szkoły jakiejś ulu­bionej przytulanki, porozma­wiać z jego panią, żeby nieco tro­skliwiej zajęła się naszą pocie­chą. Jeżeli dziecko ma szczególne trudności z zapamiętywa­niem literek, myli podobne do siebie, ma problemy z przeczy­taniem i zrozumieniem czyta­nych wyrazów, szybko się mę­czy i nie jest w stanie skupić uwagi na lekcjach, konieczna jest wizyta w Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej. To tutaj określi się poziom rozwoju dziec­ka, sprawdzi, czy wszystkie funkcje intelektualne są na po­ziomie jego wieku, zaleci odpowiednie ćwiczenia, dzięki czemu będziemy mogli uniknąć narastających trudności oraz niechęci do nauki i szkoły w ogóle.

W przedszkolu  nie  zawsze przecież udaje się przewidzieć wszystkie  problemy,  jakie pojawić się mogą w szkole, bywa, że rodzice dziwią się,  że dziecko tak grzeczne w przedszkolu nagle w szkole zaczyna sprawiać kłopo­ty. Nie potrafi spokojnie usie­dzieć, nie chce wykonywać poleceń, podczas lekcji bawi się a zamiast pisać, je kanapkę nad zeszytem.

Problem może wiązać się z deficytem uwagi u dziecka, może ono również być nadpo­budliwe psychoruchowo.  Zda­rza się i tak, że układ nerwowy, który dojrzewa w swoim tem­pie, jest młodszy niż wiek me­trykalny dziecka. Pierwsze trzy lata nauki powinny te opóźnie­nia wyrównać.  Jednak warto o nich wiedzieć i wspierać mło­dego ucznia odpowiednią pracą w domu.

W takiej sytuacji ko­nieczna byłaby również wizyta u specjalisty – pedagoga lub psychologa w Poradni. Czasem pomagają też niekonwencjonalne sposoby i zdroworozsądkowe podejście do dziecka z wykorzystaniem doświadczenia wychowawczego naszych rodziców, dziadków

Przykład:

Maciek, bę­dąc w pierwszej klasie, odmówił chodzenia do szkoły. Matka od­prowadzała go, a chłopiec, gdy tyl­ko zobaczył budynek szkoły, za­czynał płakać i … robił w tył zwrot. Mama próbowała sie­dzieć z nim na lekcjach, chodzi­ła do psychologów, radziła się doświadczonych rodziców. I nic, taka sytuacja trwała prawie pół roku. Matka chłopca też z czasem za­czynała mieć „odruch ucieczko­wy” na widok budynku szko­ły. Nikt ze specjalistów nie potrafił doradzić niczego, co mogłoby pomóc. W końcu wyjście z patowej sytuacji zna­lazł dziadek Maćka. Zdenerwo­wany wziął go któregoś dnia na męską rozmowę i oznajmił: „Fa­cet, musisz iść do szkoły, bo to twój podstawowy obowiązek. Jeśli nie będziesz chodził, to sąd zamknie twoich rodziców w więzieniu, a ty zostaniesz sam”. I proszę sobie wyobrazić, że podziałało! Następnego dnia Maciek, jak gdyby nic, grzecznie spakował tornister i bez słowa pomaszerował do szkoły. Teraz ma 17 lat i jak dotąd problemów z chodzeniem do szkoły nie ma.

Trudne momenty w życiu ucznia – Gimnazjum

 Dla dzieci w wieku gimnazjal­nym najważniejsze są koleżanki i koledzy i to z ich zdaniem liczą się najbardziej. Właśnie w tym czasie zawiązują się trwające czę­sto całe życie przyjaźnie, jest to też wczesny okres dojrzewania, określania siebie, kształtowania się samooceny, która jest teraz bardzo chwiejna. „Mam za grube nogi”, „mój nos jest za długi”, „moi rodzice kiepsko zarabiają”, „nie mam komórki”, „nie noszę modnych ciuchów” itp. Jednego dnia myśli się o sobie jak o kimś najgorszym i najbrzydszym, nic niewartym, drugiego jest się w siódmym niebie, bo coś się udało, na nią spojrzał „Ten” chło­pak lub na niego „Ta” dziewczy­na i całe życie wydaje się usłane różami. Takim zmianom nastroju i wahaniom samooceny podle­gają nasze dzieci w tym wieku, a tu na dodatek zmienia się szko­ła. W „starej” już zostały zawarte pierwsze przyjaźnie i choć nie są one jeszcze trwałe i do grobowej deski, to jednak są. W tym okre­sie zmiana szkoły bywa, dla co wrażliwszych dzieci bardzo trud­nym doświadczeniem. Trzeba za­istnieć w nowej grupie, odnaleźć się wśród nowych kolegów, za­znaczyć swoją obecność w no­wym, na razie obcym środowi­sku. Odbywa się to często bardzo boleśnie i objawia pogorszeniem wyników w nauce, wahaniami nastroju – od euforii do przygnę­bienia, izolowaniem się, brakiem zainteresowania ulubionymi do tej pory zajęciami i kiepską at­mosferą w domu.

Nie zawsze trzeba od razu gnać do psychologa można intuicyjnie spróbować porozmawiać z nastolatkiem, pomóc dzięki własnej wyobraźni odnaleźć mu siebie samego.

Przykład:

Magda, prymuska w podstawówce, średnia ocen 6,0, zdała do najlepszego w mieście gimnazjum. Rodzice byli z nią, gdy składała dokumenty do nowej szkoły. Sprawdzian na koniec VI klasy przeżywała jako począ­tek kariery naukowca, sędziego i lekarza razem wziętych. Gło­śno opowiadała o tym, jaka to jest najlepsza i najmądrzejsza, Oczywiście nie przysporzyło jej to popularności wśród pozosta­łych zdających. Uśmiechali się i odchodzili, a dziewczynka nie bardzo rozumiała, dlaczego. Przecież ona tylko mówiła prawdę i dbała o swój wizeru­nek. Teraz jest w II klasie i już wie, że można się chwalić swo­imi osiągnięciami, ale należy to robić w sposób, który nie będzie raził innych. Magda rzeczywi­ście jest wyjątkowo inteligentna i szybko się uczy, w tym również zachowań społecznych, ale są dzieci, które mimo wielu infor­macji zwrotnych, że coś robią źle, nie potrafią zmienić swoje­go postępowania, co sprawia, że grupa nie akceptuje ich i od­rzuca. W takiej sytuacji można próbować rozmawiać z dziec­kiem o tym, co zrobiło, pokazać mu, jakie są tego konsekwencje, i podpowiedzieć, jak można to zmienić. Ostatecznie można za­pisać nastolatka na zajęcia terapeutyczne lub socjo­terapeutyczne do Poradni lub świetlicy i li­czyć, że mądrzejsi od nas pomo­gą mu się uporać z brakiem ak­ceptacji w grupie.

Przykład:

Bartek, zupełnie nieakcepto­wany w gimnazjum, zapisał się na interesujące go zajęcia do klubu sportowego i okazało się, że tam znalazł rówieśników, któ­rzy go lubią i w towarzystwie, których on czuje się dobrze. To znacząco podniosło jego samo­ocenę i pozwoliło również lepiej radzić sobie z kolegami i kole­żankami z klasy.

A co ma zrobić dziecko, które jest odrzucone przez klasę, bo jest słabe, biedne lub brzydkie? Tutaj może liczyć tylko na dobrą wolę nauczycieli, którzy będą w stanie tak pokierować swoją pracą w klasie, żeby wydobyć z ucznia jego ukryte zalety i za­prezentować je na forum, dzięki czemu zamiast brzydkiego ka­czątka odkryją pięknego łabę­dzia. Ale to już postulat do na­uczycieli i szkoły.

Na nasze dzieci czyhają liczne niebezpieczeństwa.

 Żyjemy w czasach, kiedy już 12-czy 15-latki zażywają narkotyki, stosują przemoc, uprawiają seks. Dobrze, jeżeli szkoła, do której zamierzamy wysłać nasze dziec­ko, jest świadoma czyhających na nie zagrożeń.

Na zebraniu rodziców słyszymy dużo informacji o systemie oceniania, obowiązującym stro­ju, zakazie noszenia minispód­niczek i spodni z obniżonym krokiem, szacunku do nauczy­cieli itp. Warto także poruszyć kwestię: jak szkoła radzi sobie z prze­mocą i narkotykami? Jeśli w odpowiedzi usłyszymy, że takiego pro­blemu w tej szkole nie ma i nie trzeba sobie z nim radzić, to nie­prawda. To jedynie chowanie głowy w piasek. Zawsze istnieje zagrożenie, że w szkole znajdzie się dziecko lub grupa, która nie podporządkuje się wymaganym normom, nie tylko szkolnym, ale i społecznym. Dobra, odpo­wiedzialna szkoła musi o tym wiedzieć i nawet, jeżeli do tej po­ry takie sytuacje się w niej nie zdarzały, musi mieć opracowa­ny program działania w tego ty­pu przypadkach. Tylko wtedy nasze dzieci będą mogły czuć się w szkole bezpiecznie.

Przyjazna szkoła.

 W pewnej szkole nauczyciele są doskonale przygotowani do pracy z dziećmi mającymi zaburzenia zachowania. Istnieje program obejmujący wszystkie klasy, a składa się na niego m.in. pod­pisywanie kontraktów między dziećmi a wychowawcą klasy i ustalanie systemu kar za wykro­czenia szkolne. Jasno określone są sprawy, które załatwia się na terenie szkoły, i te, które, nieste­ty, muszą być prowadzone przez organy ścigania. Odbywają się również lekcje z udziałem policjantów, którzy informują dzieci o konsekwencjach niektórych za­chowań. Nauczyciele wiedzą, jak reagować w szczególnych sytu­acjach, takich jak przemoc w do­mu czy różne formy zaniedbań dzieci. Potrafią współpracować z rodzicami, a nie jedynie wyma­gać natychmiastowej zmiany za­chowania dziecka. Niestety, ta­kich szkół jest niewiele. Nie ma jednak wątpliwości, że pożytek z uczęszczania do nich dziecka jest znacznie większy niż z ukoń­czenia tzw. szkoły renomowanej.

Trudne momenty w życiu ucznia – Liceum, Technikum a może Szkoła Zawodowa?

Obecnie do liceum czy technikum idzie mło­dzież już prawie dorosła. 16-, 17-latki to już nie są dzieci. Szkoła ponadgimnazjalna nie jest też tak wielkim skokiem, czymś zupełnie no­wym, jak było to jeszcze kilka lat temu, gdy nastolatki szły do niej od razu po podstawówce. Jed­nak różne są szkoły średnie.

Jako rodzice nie bagatelizujmy niepokojów i obaw naszego syna czy córki, żarty się skończyły

Przykład:

W ubiegłym roku trafiła do mnie do gabinetu dziewczynka, która po trzech dniach szkoły miała niemal pełne objawy mocno za­awansowanego stresu. Bała się iść do szkoły, na lekcjach nieśmiała się odezwać, zapytana, nie potrafiła nawet przypomnieć sobie swojego imienia i nazwi­ska. Wcześniej dziewczynka była bardzo dobrą uczennicą, dostała się do najlepszego Liceum w mie­ście. Nie była też nieśmiała i za­hukana – w gimnazjum była przewodniczącą całej szkoły. Jed­nak już początki w ogólniaku by­ły straszne. Opowiadała, że na­uczyciele na początku od razu oznajmili młodzieży, że skończyły się do­bre czasy – uczniowie nic nie wiedzą i nie umieją i raczej nie­wielu wytrwa w tej szkole, dla ni­kogo nie będzie litości. Jednym słowem, poważnie młodzież wy­straszyli. Pierwszy dzień dla tej dziewczyny okazał się horrorem, ale później było już tylko gorzej; od razu klasówki i oceny, pytanie na forum klasy o materiał z po­przednich lat, ośmieszanie przed klasą, wyszydzanie niewiedzy,

Czasem takie metody mają zachęcić młodzież do inten­sywnej pracy, jednak tę dziew­czynę, z niewątpliwie dużym po­tencjałem, skutecznie zniechęci­ły. Przeniosła się do szkoły w innej miejscowości, uważanej za jedną z gorszych w mieście, ale właśnie w niej czuje się dobrze i może się w pełni rozwijać. Bez stresu, za­rwanych nocy, kłopotów z żołąd­kiem, wspierania się specyfikami powszechnie stosowanymi w trakcie zaliczeń przez uczniów, co ambitniejszych szkół średnich.

A co jeśli nasze dziecko jest mniej zdolne albo nie chce się uczyć w Liceum bądź Technikum? Nie załamujmy rąk. Obecnie coraz większą wartość ma szkolnictwo zawodowe. W Europie i już teraz w Polsce ceni się dobrego rzemieślnika a fachowy kucharz, fryzjer, kosmetyczka, mechanik, murarz, stolarz czy elektryk jest „na wagę złota”. Może praktyczna nauka zawodu w szkole zawodowej z mniejszą ilością godzin na przedmioty ogólnokształcące będzie szansą dla naszej pociechy na skończenie szkoły i pracy w atrakcyjnym zawodzie. Nauka w Zasadniczej Szkole Zawodowej trwa 2 lub 3 lata (zależnie od zawodu) i kończy się egzaminem potwierdzającym kwalifikacje zawodowe. Po nim nasze dorosłe już dziecko otrzymuje tytuł czeladnika i może wykonywać wyuczony zawód. Świadomie może też zdecydować się na kontynuowanie wykształcenia, do matury, w Liceum lub Technikum uzupełniającym, jeśli ma takie ambicje. Mogą też z radością i zaciekawieniem doskonalić się zawodowo zdobywając dodatkowe kwalifikacje.

Edukacja bez stresu.

 Nie dajmy się zwariować, nie musimy mieć dziecka geniusza. Nasz syn czy córka niekoniecznie muszą być w przyszłości dy­rektorami banków, nie muszą też za wszelką cenę dostać się na prawo czy medycynę. Powinny być szczęśliwymi dziećmi i póź­niej szczęśliwymi ludźmi z ade­kwatnym obrazem własnej oso­by, umiejącymi radzić sobie w ży­ciu. W okresie szkolnym muszą mieć zapewnione bezpieczeń­stwo. I to w najbardziej dosłow­nym znaczeniu, jakim jest wol­ność od przemocy i narkotyków, aż po taką, jak wolność wypowie­dzi na lekcjach i bezstresowa na­uka oraz nauczycieli, którzy są przyjaźni i wspierający, a nie oce­niający i karzący.

Takiej szkoły szukajmy dla naszych dzieci.
Ważne, byśmy, one i my, przeszli ten etap bez napięć.

                                                                     Krystyna Koper – Latoszek